Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Elin Johansen

Niewydane sagi

Elin Johansen


Designed by:
SiteGround web hosting Joomla Templates
Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Sol   
czwartek, 12 stycznia 2012 17:13

Wywiad dla wp.pl - 11.07.2008

Chcesz być szczęśliwy? Zaryzykuj i kochaj

 

Co najmniej 25 mln Europejczyków kupiło jej Sagę o Ludziach Lodu. Co najmniej, bowiem nikt nie policzy, ile nielegalnych kopii książek sprzedano w Rosji. Do gronams miłośników norweskiej sagi właśnie dołączają Anglicy.

Do Norwegii migruje coraz więcej Polaków. Pochodzą z różnych środowisk, mają różne cele i marzenia, a jeśli cokolwiek ich łączy to... znajomość Sagi o Ludziach Lodu. Co więcej, część osób wybrała Norwegię jako kierunek emigracji między innymi dlatego, że kojarzyła ją z Pani magiczną sagą. Rozpoczynając pracę nad cyklem miała Pani poczucie, że będzie to opowieść, która zyska moc zmiany losów rzeczywistych ludzi?

- Nigdy nie przyszło mi do głowy, że saga odniesie taki sukces. Początkowo zaplanowałam opowieść jedynie na 6 części (z tego powodu pozwoliłam Tengelowi i Silje umrzeć w miarę szybko, to oni byli osią wydarzeń). Pisząc nie miałam wrażenia, że robię coś odkrywczego. Z drugiej strony wydawnictwo dało mi zupełną swobodę pisania. Przelewałam na papier te wszystkie ognisto-lodowe wizje, które od dawna chodziły mi po głowie. Nikt nade mną nie stał i nie oceniał – to zbyt wybujałe, tamto mało prawdopodobne. Dzięki temu pisałam o tym, co dla mnie ważne i prawdziwe, ze świadomością, a raczej nadzieją, że niektórym się ta opowieść spodoba tak, jak mnie. Jednak nie zgadłam, iż polubi ją aż tak wielu, albo że książka skieruje ich ścieżki ku Norwegii.

Jak długo trwała praca nad pisaniem Sagi o Ludziach Lodu i jak dzisiaj ją Pani wspomina?

- Zaczęłam 8 sierpnia 1980, skończyłam w maju 1988. Pisanie Sagi o Ludziach Lodu trwało 8 lat, ale w tym czasie napisałam jeszcze 19 innych książek. Były to powieści, które początkowo ukazywały się w odcinkach w magazynach, a potem zostały wydane jako samodzielne książki. Proces pracy nad sagą opisałam dokładnie w jej ostatnim tomie. Jeśli ktoś jest zainteresowany szczegółami, najlepiej, żeby sięgnął do 47 części.

Kto był Pani ulubionym bohaterem?

- Mam kilka ulubionych postaci – Sol, Villemo, Halkatlę, Marca, Heikego, Linde-Lou...

Tengel Dobry, Alexander, Dominik – mężczyźni, o jakich może marzyć każda kobieta. Żeby stworzyć takie postacie, musiała Pani spotkać na swojej drodze kogoś równie niezwykłego. Proszę nam opowiedzieć o swojej największej miłości.

- Mężczyzna marzeń to ktoś, kto daje poczucie bezpieczeństwa i niezwykłe wrażenie bezwzględnej lojalności. Na przykład gdy popełnisz publicznie błąd, najpierw stanie po twojej stronie, by dopiero potem w domu delikatnie o tym podyskutować i przedstawić swoje zdanie. Wiesz, że możesz mu ufać, bo otacza bezwarunkową miłością. Jego wygląd nie ma najmniejszego znaczenia. Blondyn, brunet – co za różnica? Miałam szczęście być przez 54 lata żoną właśnie takiego człowieka. Nigdy nie opisywałam męża w książkach, może tylko nieświadomie powielałam jego cechy u niektórych męskich bohaterów. Pisanie o nim wprost byłoby naruszeniem naszej sfery intymności. Poza tym ograniczyłoby moją wyobraźnię, bo zaczynałabym pisać o faktach, a nie starać się zobaczyć bohaterów książek takimi, jakimi chcieli być. Zadedykowałam mu angielskie wydanie Sagi o Ludziach Lodu, bowiem to on uczynił z mojego życia baśń cudowniejszą od powieści.

 

Niejednokrotnie miłość zmieniała bohaterki Pani książek, dawała im odwagę do dokonywania rzeczy niezwykłych, walki ze słabościami. Silje pojechała odszukać Charlottę, Cecylia kłamała podczas procesu, Villemo wyruszyła za Dominikiem na wojnę. Wierzy Pani, że dzięki miłości stajemy się lepsi?


- Interesujące pytanie, ale odpowiedź będzie banalna. I prawdziwa. Związki mają tysiące dróg i możliwych końców. To bardzo indywidualna sprawa, jak na miłość reagujemy. Jedni odkryją w sobie odwagę i mądrość, inni okażą się w jej obliczu tchórzami. Nie sądzę, by miłość uszlachetniała, ona tylko ukazuje lepiej niektóre cechy naszego charakteru.

Czasem słyszę od przyjaciół pytanie – "jak mam poznać, że to prawdziwa miłość?". Pani bohaterki często myliły miłość z fascynacją. Co Pani radzi młodszym, gdy padają podobne pytania? Kiedy spotykamy właściwą osobę, wiemy już, że to TA?

- Nie, bo możemy spotkać kilka takich osób w życiu. To możliwe, by kochać prawdziwie więcej niż jednego mężczyznę czy kobietę. Nawet tym, który zdawał się na początku wymarzonym, można się głęboko rozczarować. To jest ryzyko, które wszyscy musimy na siebie wziąć, chcąc kochać. Chcesz być szczęśliwy? Musisz prawdziwie zaryzykować i pozwolić sobie zakochać się, choć to jednoczesne naraża cię na cierpienie. Może na twoje pytanie odpowiem inaczej – na pewno warto słuchać dzwonków alarmowych będąc zakochanym. Jeśli niesprecyzowane uczucie gdzieś w żołądku mówi ci, że dzieje się między wami coś niedobrego, ktoś na przykład próbuje cię zmieniać wedle swoich wyobrażeń, choć wcześniej deklarował akceptację, zastanów się, czy nie idealizujesz go za bardzo.

W jaki sposób Saga o Ludziach Lodu wpłynęła na Panią? W kilku nielicznych wywiadach opublikowanych w Polsce mogliśmy przeczytać, że praca nad książką zmieniła Pani sposób patrzenia na świat.

- Oczywiście, że Saga zmieniła moje życie. Na przykład w sensie ekonomicznym, ale to nie jest odpowiedź, bo nie o to pytasz. Po napisaniu Sagi wszystko wokół stało się bardziej fascynujące, bo zrozumiałam, że moje fantazje to tak samo część mnie, jak i rzeczywistości. Najważniejsza dobra rzecz, jaką zyskałam dzięki pisaniu, to lepsze, głębsze zrozumienie dla ludzi. Niezwykłe, prawda? Można siedzieć przy biurku tylko ze sobą, maszyną do pisania oraz kartką i dzięki temu lepiej zrozumieć świat za oknem.

Od czasów wydania Sagi... minęło wiele lat. Czy dzisiaj pracuje Pani nad nową książką?

- Ha, co za pytanie! Jak dotąd napisałam 172 książki i nie mam zamiaru przestać pisać. Saga o Ludziach Lodu była początkiem trylogii. Potem powstała Saga o Czarnoksiężniku oraz Saga o Królestwie Światła jako seria zamykająca trylogię. Następnie napisałam książkę Vi er ikke alene (Nie jesteśmy tutaj sami, książka nie ma przekładu polskiego), której wydanie na bardzo długo zapełniło moją skrzynkę listami. Następnie powstała seriaTajemnica Czarnych Rycerzy, potem Blålys i Trollruner. Niedawno skończyłam pisać powieść o mojej praprzodkini, a teraz pracuję nad czymś nowym, co w Norwegii ukaże się jesienią.

Co robi Margit Sandemo, gdy nie pisze? Jakie zajęcia dają Pani najwięcej radości?

- Uwielbiam rozwiązywać krzyżówki. I podróżować. Każdego roku jeżdżę na Islandię. Tam prowadzę jeepa po bezdrożach i wędruję do mało dostępnych dolin. Co najlepsze, uprawiam rafting. Na Islandii są piękne, wartkie rzeki z wieloma wodospadami, a to stwarza idealne warunki do spływów.

Magia i inne wymiary zdają się być w Pani prozie na wyciągnięcie ręki. Tak blisko, że wystarczyłaby odrobina wyobraźni, aby dostrzec demony, elfy i innych gości z sąsiednich światów. Wierzy Pani, że granica między bogactwem światów jest na tyle cienka, że niektórzy z nas mogą ją przekraczać?

- Tak, wierzę w to. W mojej opinii nie jesteśmy jedyni, bowiem istnieje wiele wymiarów. Nie wierzę w anioły, ponieważ istoty, które widuję, nie mają skrzydeł (śmiech). Dobre określenie to duchy opiekuńcze.

 

Została Pani uznana za osobę kontrowersyjną, przyznając się do wiary w nie. Wiele osób widzi rzeczywistość odmiennie niż reszta, ale boją się o tym mówić w obawie przed wyśmianiem. Uważa Pani, że niepopularne poglądy lepiej zachowywać dla siebie, czy też odważnie o nich mówić bez oglądania się na reakcję otoczenia?


- My, którzy doświadczyliśmy kontaktu z fenomenami niewyjaśnionymi jak dotąd przez naukę, nie możemy oczekiwać, że ci, którzy takiego doświadczenia nie mieli, uwierzą nam na słowo. Dla mnie to normalne i oczywiste, by mówić wprost o "dziwnych" zjawiskach, ale inni ludzie nie muszą mieć podobnego poglądu na sprawę. Bardzo dużo zależy od reakcji otoczenia.

Zyskała Pani miłość czytelników, ale nie przychylność krytyków. Gdyby istniała taka możliwość, zdecydowałaby się Pani zamienić jedno na drugie?

- Literatura piękna mieści wiele kategorii i szufladek i najważniejsze, to znaleźć własną. Mnóstwo autorów próbuje wskoczyć na siłę do danej kategorii i ponosi porażkę. Głównie dlatego, że nie mogą zmienić siebie, swoich biografii, sposobu fantazjowania. Po co zatem udawać kogoś, kim się nie jest? Lepiej pozostać na swojej półeczce i pisać to, co nam w duszy gra. Dobre książki powstają tylko z nieskrępowanych umysłów. Lubisz czytać lub pisać romanse albo opowiadania fantastyczne? Nie wstydź się tego!

Dla wielu czytelniczek z Polski czas z Sagą o Ludziach Lodu to były momenty wzruszeń i kompletnego zapomnienia o szarej rzeczywistości. W liceum nie raz czytałam Pani książki, ukrywając je za zeszytami na nudnych lekcjach. I za te chwile Pani dziękuję.

- A ja bardzo dziękuję za te miłe słowa.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Statystyki

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj31
mod_vvisit_counterWczoraj195
mod_vvisit_counterW tym tygodniu627
mod_vvisit_counterTydzień temu1302
mod_vvisit_counterW tym miesiącu5148
mod_vvisit_counterMiesiąc temu6256
mod_vvisit_counterOgółem417332

ShoutBox